sobota, 26 listopada 2011

SEJMIKI SZLACHECKIE CZASÓW STANISŁAWOWSKICH


Sejmiki szlacheckie były tą instytucją Rzeczpospolitej, za pomocą której szlachta brała bezpośredni udział w życiu politycznym państwa. Na sejmikach szlachta ustalała, jakie będzie stanowisko województwa lub ziemi na sejmie, w którym udział szlachty był już pośredni poprzez wybranych posłów. Sejmik był również podstawą samorządu lokalnego[1]. Sejmiki miały różną postać w zależności od spraw, którymi miały się zająć. Istniały zatem sejmiki: przedsejmowe (nazywane też poselskimi), relacyjne, gospodarskie (zwane też boni ordinis), elekcyjne (wybierające urzędników) i deputackie (wybierające sędziów do Trybunału Koronnego)[2]. Niezależnie jednak od spraw jakimi zajmowały się poszczególne zgromadzenia uważa się, że sejmiki stanowiły jednolitą instytucję, która w zależności od potrzeb przyjmowała na siebie różne zadania[3]. Ponieważ kwestia, która jest tematem tej pracy – stosunek szlachty województwa mazowieckiego do Kodeksu Andrzeja Zamoyskiego w uchwałach sejmikowych – wiąże się właściwie tylko z jednym typem sejmików, sejmikiem przedsejmowym, szerzej opiszę tylko ten rodzaj zgromadzenia szlacheckiego. skoncentruję się zwłaszcza na reformie tej instytucji, jaka miała miejsce w XVIII w. przed Sejmem Wielkim.
            Sejmik poselski powstał ponieważ szlachta chciała zachować wpływ na losy państwa, a jednocześnie chciała uniknąć uciążliwej podróży na miejsce obrad sejmu. Nie oznaczało to jednak, że całkiem wygasła idea udziału całej szlachty w sejmie. Zastąpić szlachtę mieli wybrani posłowie, którzy w miejscu obrad ogólnokrajowych nie reprezentowali całości państwa, a jedynie ziemię, z której przybyli[4]. Posłów wyposażano w instrukcję, którą opracowywały wyznaczone do tego osoby. Instrukcja miała formę spisu próśb sejmiku do sejmu, a nie poleceń, gdyż tych sejmik nie mógł wydawać zjazdowi ogólnokrajowemu[5]. Instrukcja odnosiła się zwykle do trzech grup zagadnień: spraw ogólnokrajowych, objętych uniwersałem królewski, spraw nieobjętych uniwersałem i projektów osób prywatnych, miast lub instytucji publicznych zwracających się do sejmu z prośbą o poparcie (tzw. petita)[6].
Sejmik poselski zbierał się z upoważnienia władz centralnych (króla, w czasie bezkrólewia interreksa)[7]. Monarcha, chcąc zwołać sejm, za pośrednictwem kancelarii koronnej rozsyłał do województw uniwersały przedsejmowe. W badanym okresie praktyką było rozsyłanie uniwersałów na trzy miesiące przed początkiem obrad sejmu zwykłego, tak by sejmiki mogły zebrać się na sześć tygodni przed sejmem. Przed sejmem nadzwyczajnym wysyłano uniwersały w innym terminie, ale na tyle wcześnie, by sejmiki zdążyły się zebrać na cztery tygodnie przed sejmem[8]. Po zjechaniu się szlachty w miejscu obrad sejmiku, jeszcze przed rozpoczęciem obrad modlono się (do czego skłaniało samo miejsce obrad – zwykle kościół) oraz odbywała się msza. Po mszy ksiądz wynosił z kościoła monstrancję i hostię, by nie uległy one profanacji w czasie nieraz burzliwych sejmikowych. Następnie miało miejsce zagajanie obrad przez senatora lub najstarszego rangą urzędnika ziemskiego obecnego na sejmiku. Zagajenie sejmiku przez niewłaściwą osobę było podstawą do jego unieważnienia[9]. Zagajający kierował wyborem marszałka (tylko w Koronie, ponieważ na Litwie obradami kierował dyrektor, którym zostawał najczęściej najstarszy rangą urzędnik obecny na zgromadzeniu[10]) i asesorów. Po złożeniu przez marszałka i asesorów przysięgi wysłuchiwano królewskiego, jeżeli został przysłany na sejmik. Dopiero po tych czynnościach przystępowano do dyskusji a po niej do wyboru posłów. Po elekcji posłów następowało spisanie dla nich instrukcji. Obowiązkiem marszałka było oblatowanie instrukcji w księgach grodzkich[11]. W razie zerwania sejmiku przedsejmowego można było starać się u króla o wydanie nowego uniwersału i odbyć ponownie obrady, jeżeli był na to jeszcze czas. W przeciwnym razie na sejmie nie było przedstawicieli danego sejmiku[12].
            Posłami na sejm nie wybierano szlachty gołoty, co wiązało się koniecznością poniesienia kosztów podróży na miejsce obrad sejmu[13].
             W drugiej połowie XVIII w. doszło do istotnych zmian w ustroju sejmikowym. Zaczęto ograniczać kompetencje, jakie sejmiki zdobyły w czasie kolejnych bezkrólewi. Pierwsze plany zmierzające do osłabienia sejmików pojawiły się u schyłku czasów saskich. Czartoryscy, w czasie swych przygotowań do zamachu stanu, opracowali plan reformy ustroju. Przewidywano zwiększenie ilości sejmików (sejmik w każdym powiecie)[14]. Planu tego nie udało się zrealizować, ale reformę sejmików przeprowadzono w 1764 r.
            Ustanowienie Komisji Skarbowych w 1764 r. ograniczyło kompetencje sejmików w sprawach finansowych. W 1766 r. odebrano województwom dochody z podatków szlelężnego i czopowego. Konsekwencją tego posunięcia była likwidacja skarbów wojewódzkich[15].  
            Na sejmie konwokacyjnym w 1764 r. wprowadzono głosowanie większością głosów na sejmikach deputackich i elekcyjnych. Na sejmie koronacyjnym zreformowano sejmiki litewskie. Kandydaci na posłów musieli posiadać ziemię. Ustalono minimalny wiek dla kandydatów na posłów na Litwie na 23 lata. Kandydaci na posłów musieli pełnić wcześniej jakieś funkcje publiczne (był to postulat Andrzeja Zamoyskiego). W konstytucji O porządku sejmowania z 1764 r. wprowadzono zakaz zaprzysięgania instrukcji przez posłów. Ograniczono też liczbę posłów prowincji pruskiej do 2 z powiatu (wcześniej Prusy mogły przysyłać dowolną liczbę połów)[16]. W tym samym roku potwierdzono pierwszeństwo na sejmiku senatorów przed urzędnikami ziemskimi w zabieraniu głosu[17].  Nie był to jeszcze kres reformy. Po niedługim czasie nastąpić miał jej drugi etap.
            Dalszy przebieg reformy miał miejsce na sejmie repninowskim na przełomie lat 1767 i 1768. Uchwalono wówczas konstytucję Porządek sejmikowania obowiązującą na całym obszarze Rzeczpospolitej. Wprowadzono głosownie większością dla wszystkich sejmików, ustalono cenzus wieku czynnego prawa wyborczego na 18 lat, a biernego na 23 lata. Prawo głosu miała tylko szlachta rodowa danego województwa, posiadającą dobra ziemskie. Przyznano bierne prawo wyborcze dla szlachty niekatolickiej[18]. Ustalono również, że w całym państwie marszałkowie sejmików mają być wybierani większością głosów[19].
Stałym problemem w funkcjonowaniu sejmików była nieobecność senatorów na obradach. Zjawisko było powszechne na obszarze całego państwa. Szlachta starała się przeciwdziałać temu procederowi, ale jej apele pozostawały bez echa. W XVIII w. zaczęto szukać rozwiązania tego problemu, ale częściowa reforma poszła w przeciwnym kierunku niż chciała tego szlachta i w 1768 r. zwolniono biskupów z obowiązku udziału w sejmikach[20]. 
W 1775 r. pozbawiono możliwości kandydowania na posła członków Rady Nieustającej[21]. Jednocześnie ustalono, że uniwersały na sejmiki przedsejmowe król będzie wydawał za zgodą Rady Nieustającej[22]
            W roku 1778 ustalono, że sejmiki relacyjne odbywać się mają na najbliższym zjeździe szlachty po zakończeniu sejmu, co często oznaczać miało sejmiki deputackie[23]. Wyjątek stanowiło pod tym względem Mazowsze, ponieważ sędziów do Trybunału Koronnego nie wybierano na sejmikach ziemskich, a na sejmiku generalnym mazowieckim[24]. Na Mazowszu relacja, która odbywała się na najbliższym sejmiku po sejmie, często wypadała na kolejny sejmik poselski[25].
            Tak zreformowane sejmiki przetrwały do 1791 r., kiedy Sejm Wielki przeprowadził nową reformę, którą nie będę się tu zajmował.




[1] W. Kriegseisen, Sejmiki Rzeczpospolitej szlacheckiej w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1991, s. 15.
[2] Tamże, s. 16.
[3] A. B. Zakrzewski, Sejmiki Wielkiego Księstwa Litewskiego XVI-XVIII w. Ustrój i funkcjonowanie: sejmik trocki, Warszawa 2000, s.23.
[4] R. Łaszewski, Instrukcje poselskie w drugiej połowie XVIII wieku, „Acta Universitatis Nicolai Copernici”. Nauki Humanistyczno – Społeczne, Prawo XII, z. 56, 1973, s. 69 – 70.
[5] J. Siemieński, Organizacja sejmiku ziemi dobrzyńskiej, Kraków 1906, s. 59.
[6] R. Łaszewski, Instrukcje poselskie..., s. 73.
[7] W. Kriegseisen, dz. cyt., s. 37; A. Pawiński, dz. cyt., s. 74.
[8] Tamże, s. 120.
[9] R. Łaszewski, Sejmiki przedsejmowe w Polsce stanisławowskiej. Problemy organizacji i porządku obrad, „Acta Universitatis Nicolai Copernici”. Nauki Humanistyczno – Społeczne, Prawo XV z. 83, 1977, s. 114.
[10] A. B. Zakrzewski, dz. cyt., s. 64.
[11] W. Kriegseisen, dz. cyt., s. 53 – 62; A. Pawiński, dz. cyt., s. 77 – 85.
[12] Tamże, s. 120.
[13] Tamże, s. 122- 123, 131 i 134.
[14] R. Łaszewski, Sejmiki przedsejmowe ...,  s. 105; J. Michalski, Plan Czartoryskich naprawy Rzeczpospolitej, Kwartalnik Historyczny, R. LXIII,, 1956,   nr 4 – 5, s. 30 – 33.  
[15] A. Pawiński, dz. cyt., s. 206.
[16] W. Kriegseisen, dz. cyt., s. 257 – 259; A. Lityński, Sejmiki ziemskie 1764 – 1793. Dzieje reformy, Katowice 1988.,  s. 58; R. Łaszewski, Czynne i bierne prawo wyborcze do sejmu w latach 1764 – 1793, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu”. Nauki Humanistyczno – Społeczne, Prawo XI, 1972 s. 120 – 121; tenże, Instrukcje poselskie...,  s. 71; A. Pawiński, dz. cyt., s. 516 – 517.
[17] J. Włodarczyk, Sejmiki łęczyckie, Łódź 1973, s. 54 – 55.
[18] W. Kriegseisen, dz. cyt., s. 262 – 263; A. Lityński, dz. cyt., s. 64; R. Łaszewski, Czynne i bierne..., s. 121 i 123.
[19] A. Lityński, Sejmik województwa płockiego przed i w czasie Sejmu Czteroletniego. Z badań nad organizacją i funkcjonowaniem, [w:] W dwusetną rocznicę wolnego sejmu. Ludzie – państwo – prawo czasów Sejmu Czteroletniego, pod red. A. Lityński, Katowice 1988, s. 94.
[20] Tamże, s. 88; J. Włodarczyk, Sejmiki łęczyckiego, Łódź 1973, s. 60.
[21] R. Łaszewski, Czynne i bierne..., s. 122.
[22] A. Lityński, Sejmik województwa płockiego..., s. 77.
[23] Tamże, s. 81.
[24] J. A. Gierowski, Sejmik generalny księstwa mazowieckiego na tle ustroju sejmikowego Mazowsza, Wrocław 1948, s. 150.
[25] Na przykład na sejmiku przedsejmowym ziemi liwskiej w 1780 r. miała miejsce odczytano relację poselską z sejmu z 1778 r.; zob. Laudum ziemi liwskiej z 1780 r., Biblioteka Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk, rkps 8322, Teki Pawińskiego nr 5, k. 582.

autor: Krzysztof Jarczyński

poniedziałek, 7 listopada 2011

Rok 1930 na ulicach Łodzi


Przemysł włókienniczy, w którym praca była podstawą utrzymania większości robotników nie tylko w Łodzi, ale w całej aglomeracji łódzkiej kryzys przechodził już od końca 1928 roku. Zwiększyła się liczba osób bez zatrudnienia, a nędza mieszkaniowa i sanitarna, a także niedożywienie i brak odzieży stały się codziennością dla łódzkich bezrobotnych, a także znacznej liczby łódzkich robotników pracujących po kilka dni w tygodniu za zaniżone stawki. Pogorszenie sytuacji bytowej rzesz ludzi doprowadziło do ich niezadowolenia, któremu dawali upust w różnej formie, często manifestując je na ulicach miasta.
Niezadowolenie bezrobotnych próbowali wykorzystać komuniści. W dniu 2 stycznia łódzcy komuniści, wspierani przez posłów Kazimierza Kieruzalskiego i Pawła Rosiaka usiłowali urządzić demonstracje. Łódzka policja już wcześniej została uprzedzona o rozpowszechnianiu wśród robotników i bezrobotnych ulotek wzywających ich do stawienia się w dniu 2 stycznia o godzinie 10 na olbrzymi wiec, który miał odbyć się na Placu Hallera. Gdy w wyznaczonym miejscu i czasie posłowie rozpoczęli wygłaszać przemówienie na placu zjawił się pluton policji konnej, który rozpędził demonstrantów, nie dopuszczając do nielegalnego odbycia wiecu. Komuniści z posłem Rosiakiem na czele nie dali za wygraną i po raz drugi próbowali zorganizować wiec, tutaj w prasie łódzkiej pojawiają się rozbieżności co do miejsca, gdyż Ilustrowana Republika jako miejsce drugiego wiecu podaje ulicę 28 Pułku Strzelców Kaniowskich, natomiast Kurier Łódzki Zielony Rynek. Ta próba również zakończyła się rozproszeniem zebranych przez oddział policji. Po upływie godziny poseł Rosiak dokonał trzeciej próby tym razem urządzenia demonstracji przed więzieniem przy ul. Gdańskiej, gdzie osadzeni byli więźniowie polityczni. Tutaj również gromadzących się rozpędziła policja. Ostatnią próbę demonstracji podjęto na Placu Wolności przed magistratem, lecz również tutaj oddziały policji rozproszyły gromadzących się. W czasie wszystkich powyższych akcji policja zatrzymała kilkanaście osób, w tym kilku komunistycznych działaczy[1].
Zima 1930 roku w Łodzi przebiegała spokojnie, wprawdzie liczba bezrobotnych zarejestrowanych w Państwowym Urzędzie Pośrednictwa Pracy wzrosła z 30.611 w dniu 4 stycznia do 39.959 w dniu 22 marca[2]. Pomimo tego Łódź ominęły wypadki podobne do tych, które miały miejsce w Zduńskiej Woli, gdzie 23 stycznia bezrobotni obrzucili kamieniami magistrat, czy tych z 16 lutego w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie bezrobotni wtargnęli do wnętrza magistratu i zdemolowali go[3].
W dniu 19 lutego na Placu Leonhardta doszło do próby zorganizowania przez komunistycznego posła Pawła Rosiaka wiecu bezrobotnych, jednak gdy rozpoczął on przemawianie do zgromadzonych wcześniej uprzedzona policja szanując nietykalność poselską usunęła wszystkich słuchaczy[4].
Kilka dni później 24 lutego przed magistratem zebrała się większa grupa bezrobotnych żądając powiększenia zapomóg żywnościowych i opałowych. Policja z obawy przed zamieszkami rozproszyła zebranych[5].
Pomimo bezrobocia kształtującego się na tym samym poziomie na łódzkich ulicach panował spokój. Kolejna demonstracja bezrobotnych przed magistratem miała miejsce dopiero 23 kwietnia. Na Placu Wolności zebrała się wówczas większa grupa bezrobotnych robotników sezonowych, która wystosowała delegację do Urzędu Miasta, domagając się rozszerzenia robót sezonowych oraz przyjęcia do nich wszystkich robotników, którzy byli przy nich zatrudnieni w poprzednim roku. Delegacji udzielono odpowiedzi, iż miasto znajduje się w ciężkiej sytuacji finansowej i nie stać go na spełnienie tych postulatów. Po powrocie delegacji bezrobotni spokojnie rozeszli się do domów[6].
Inaczej wypadki potoczyły się dzień później w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie bezrobotni protestujący przed magistratem usiłowali wedrzeć się do środka, co spowodowało interwencję policji[7].
Pierwsze strony łódzkich dzienników z 30 kwietnia zajęły krzykliwe tytuły takie jak „Komunistyczne prowokacje w Łodzi” czy „Burzliwe zajścia na ul. Matejki” opisujące rozruchy z dnia poprzedniego. Otóż 29 kwietnia wczesnym pociągiem rannym przybyli do Łodzi komunistyczni posłowie: Tadeusz Żarski i Brożek. Poseł Brożek udał się bezpośrednio na ulicę Łomżyńską, gdzie chciał zorganizować wiec przed Biurem Zasiłkowym. Musiał on jednak zrezygnować ze swoich zamiarów, gdyż bezrobotni nie przystali na nawoływania agitatorów i spokojnie rozeszli się. Inaczej sytuacja potoczyła się przed biurem rejestracyjnym Państwowego Urzędu Pośrednictwa Pracy przy ulicy Matejki, gdzie wypłacano zapomogi z funduszu bezrobocia, dokąd udał się poseł Żarski. Nawoływał on w swoim przemówieniu zgromadzony tam tłum 3 tysięcy bezrobotnych do zorganizowania manifestacji przed urzędem wojewódzkim lub magistratem. Ponieważ wiec nie został zgłoszony do starostwa policja wezwała tłum do rozejścia się, wówczas poseł Żarski wezwał bezrobotnych do stawienia oporu, po czym sam dobył rewolweru i oddał kilka strzałów w kierunku składającego się z sześciu funkcjonariuszy oddziału policji. Tłum, a głownie kobiety obrzucił policjantów kamieniami. Policjanci oddali w odpowiedzi kilka strzałów w powietrze na postrach, lecz te nie odniosły skutku, gdyż cofnęła się tylko część tłumu. Od kamieni rannych zostało dwóch policjantów, wybite zostały także szyby w budynku Państwowego Urzędu Pośrednictwa Pracy. Po chwili na ulicę Matejki przybył oddział policji konnej, który rozproszył demonstrantów i przywrócił porządek. Przy przywracaniu spokoju rannych zostało trzech demonstrantów. Poseł Żarski próbował uciec do Warszawy, lecz został aresztowany na stacji w Koluszkach pod zarzutem popełnienia zbrodni pospolitej. Relacje z tych wydarzeń w łódzkiej prasie różnią się, gdyż Kurier Łódzki zamieszcza przebieg wydarzeń identyczny z informacją Polskiej Agencji Telefonicznej mówiącej iż oddział policji po strzałach Tadeusza Żarskiego i obrzuceniu kamieniami, nie chcąc dopuścić do rozlewu krwi oddał salwę w powietrze, która rozproszyła demonstrantów[8].
Być może na różnice w zachowaniu bezrobotnych na ulicy Łomżyńskiej oraz Matejki miał fakt, iż bezrobotni zgromadzeni przed Urzędem Zasiłkowym nie chcieli brać udziałów w rozruchach, które mogłyby uniemożliwić im pobranie zasiłku, natomiast tłum pozbawionych pracy ludzi czekający na rejestrację w urzędzie przy ulicy Matejki był bardziej skory do zamanifestowania swojego niezadowolenia.
Do kolejnych demonstracji doszło 6 maja, kiedy to bezrobotni zalegli Plac Wolności domagając się zatrudnienia przy pracach sezonowych. Prezydium wyjaśniło delegacji, iż z powodu problemów finansowych nie jest w stanie zatrudnić większej liczby robotników. Ponieważ demonstranci tamowali ruch policja usunęła zebranych[9].
Cieplejsze dni sprzyjały organizowaniu manifestacji. 19 maja zorganizowano wiec bezrobotnych w lokalu Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, po czym bezrobotni w liczbie około siedmiuset udali się przed magistrat. Wyłoniona spośród demonstrantów delegacja udała się do wiceprezydenta Edmunda Wielińskiego. Delegacja odniosła sukces, gdyż obiecano jej zatrudnić 500 osób przy robotach kanalizacyjnych oraz 200 przy miejskich plantacjach. W czasie konferencji dwóch podżegaczy podburzyło tłum do ekscesów przeciwko ochraniającemu urząd miasta oddziałowi policji, który obrzucono kamieniami. Wówczas oddziały piesze i konne przystąpiły do rozpraszania zebranych. W wyniku szybkiej akcji policyjnej aresztowano podżegaczy. Rozproszony tłum bezrobotnych udał się przed urząd wojewódzki, lecz mimo spokojnie przebiegającej demonstracji został usunięty przez policję z obawy przed nowymi ekscesami[10].
Po raz kolejny bezrobotni zebrali się na Placu Wolności 23 maja domagając się wpuszczenia do magistratu, tym razem policja usunęła tłum pozostawiając jedynie delegację bezrobotnych. Identyczna sytuacja powtórzyła się 28 maja, a także 2, 4 i 5 czerwca[11].
Należy dodać iż jest to okres, gdy liczba zarejestrowanych bezrobotnych w Łodzi była najniższa w całym 1930 roku, mianowicie w dniu 31 maja zarejestrowanych było 23.903 bezrobotnych, a 7 czerwca 24.010 pozbawionych pracy[12].
Podobna demonstracja miała miejsce 20 czerwca przed siedziba Wydziału Kanalizacji przy ulicy Narutowicza, gdzie zebrał się tłum bezrobotnych domagających się zatrudnienia przy pracach kanalizacyjnych.
Do kolejnych zamieszek na ulicach Łodzi doszło dopiero 31 sierpnia o czym również donosiła prasa na swoich pierwszych stronach tytułami „Łódź w obronie granic” czy „Żywiołowa manifestacja przeciwko zakusom Niemiec”. Co prawda nie była to demonstracja bezrobotnych, lecz przypuszczam, że stanowili oni znaczną część osób biorących w niej udział, a także stanowili element najbardziej skłonny do żywiołowego w niej udziału. Około godziny 13 na Placu Wolności zebrał się liczący ponad 50 tysięcy tłum na znak protestu przeciwko wypowiedzi niemieckiego ministra Treviranusa o konieczności rewizji niemieckiej granicy wschodniej. Po wysłuchaniu pełnych patriotyzmu i bohaterstwa przemówień potępiających ową wypowiedź oraz zapewniających o gotowości łódzkiego społeczeństwa do walki w obronie granic tłum udał się w pochód ulicą Piotrkowską do płyty Nieznanego Żołnierza. Do pierwszego incydentu doszło gdy przy skrzyżowaniu z ulicą Nawrot od manifestacji odłączyło się kilkanaście osób, które zaatakowały mieszczącą się przy ulicy Piotrkowskiej 109 redakcję niemieckiej gazety „Lodzer Volkszeitung”. Rozbito szklany szyld, a następnie wdarto się na podwórze, gdzie wybito kamieniami szyby w siedzibę wydawnictwa. Demonstranci usiłowali się dostać do środka, lecz nie dopuściła ich tam postawiona na straży policja. Podczas tego zajścia jak z kronikarską dokładnością odnotowuje reporter „Ilustrowanej Republiki” rany odniósł jeden policjant, demonstrant oraz dwóch przechodniów. Do kolejnego incydentu doszło przy Piotrkowskiej 194 gdzie zamieszkiwał niemiecki konsul von Luckewald. Demonstranci zażądali od właściciela domu wywieszenia polskiej flagi, a kiedy żądanie zostało spełnione odśpiewali „Rotę” i ruszyli dalej. Przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Anny od pochodu odłączyła się grupa około 3 tysięcy demonstrantów, udając się pod niemiecki konsulat mieszczący się przy Ulicy Kościuszki 85. Przy zbiegu ulic Anny i Kościuszki drogę demonstrantom zastąpił liczący 43 policjantów oddział podkomisarza Bolesława Grzywaka, lecz został on odepchnięty wobec masy protestujących. Oddział policji wycofał się pod bramę konsulatu zagradzając do niej dostęp, natomiast demonstranci obrzucili konsulat kamieniami wybijając szyby w mieszkaniach prywatnych na I i II piętrze, gdyż konsulat mieścił się na parterze i dodatkowo posiadał okna zabezpieczone żaluzjami. Następnie tłum zaopatrzywszy się na terenie pobliskiej roboty kanalizacyjnej w belki przystąpił do szturmu na konsulat. W walce zostało rannych 20 policjantów, w tym dowódca oddziału uderzony belką w pierś. Na pomoc został wezwany oddział policji konnej, lecz jeszcze przed jego przybyciem demonstranci powrócili na ulicę Piotrkowską i z powrotem przyłączyli się do głównego pochodu[13].
Być może policjanci pomimo zagrożenia zdrowia i życia nie użyli broni palnej do oddania salwy na postrach w powietrze ze względu na patriotyczny charakter manifestacji, możliwe jest jednak także, że nie zostali w nią wyposażeni z obawy przed rozbrojeniem ich przez tak liczny tłum.
Ostatnim incydentem w Łodzi w omawianym przeze mnie roku 1930 było wydarzenie z 11 września, kiedy to około godziny 9.30 grupa kilkunastu mężczyzn obrzuciła kamieniami budynek starostwa powiatowego przy ulicy Piotrkowskiej po czym rzuciła się do ucieczki uniemożliwiając identyfikację[14].
Kolejne demonstracje bezrobotnych omijały już w tym roku Łódź, natomiast miały miejsce w Zgierzu, gdzie 21 listopada bezrobotni oblegli magistrat domagając się wypłaty zapomóg oraz w Pabianicach gdzie 22 grudnia policja rozpędziła demonstracje 2 tysięcy bezrobotnych[15].




[1] W relacjach zamieszczonych w prasie łódzkiej pojawiają się różne informacje, mianowicie Kurier Łódzki informuje o 7 zatrzymanych, natomiast Ilustrowana Republika o kilkunastu. Zob. „Kurier Łódzki”, nr. 3, 3 I 1930, s. 6; „Ilustrowana Republika”, nr. 3, 3 I 1930, s. 5.
[2] „Kurier Łódzki”, nr. 5, 5 I 1930, s. 6; tamże. nr. 82, 24 III 1930, s. 5.
[3] Tamże, nr. 23, 24 I 1930, s. 7; tamże, nr. 47, 17 II 1930, s. 7.
[4] Tamże, nr. 50, 20 II 1930, s. 7; „Ilustrowana Republika”, nr. 49, 20 II 1930, s. 10.
[5] „Kurier Łódzki”, nr. 55, 25 II 1930, s. 5; „Ilustrowana Republika” nr. 55, 25 II 1930, s. 7.
[6] „Kurier Łódzki”, nr. 111, 24 IV 1930, s. 4; „Ilustrowana Republika” nr. 111, 24 IV 1930, s. 7.
[7] „Kurier Łódzki”, nr. 112, 25 IV 1930, s. 2; „Ilustrowana Republika” nr. 112, 25 IV 1930, s. 4.
[8] „Kurier Łódzki”, nr. 117, 30 IV 1930, s. 1; tamże, nr. 268, 30 IX 1930, s. 7; „Ilustrowana Republika” nr. 117, 30 IV 1930, s. 1.
[9] „Kurier Łódzki”, nr. 123, 7 V 1930, s. 6.
[10] Tamże, nr. 136, 20 V 1930, s. 5.
[11] Tamże, nr 140, 24 V 1930, s. 5; tamże nr. 146, 29 V 1930, s. 6; tamże, nr. 150, 3 VI 1930, s. 6; tamże, nr. 152, 5 VI 1930, s. 5; tamże, nr. 153, 6 VI 1930, s. 7.
[12] Tamże, nr. 148, 1 VI 1930, s. 9; tamże, nr. 155, 8 VI 1930, s. 8.
[13] „Kurier Łódzki”, nr. 239, 1 IX 1930, s. 1; „Ilustrowana Republika” nr. 239, 1 IX 1930, s. 1-2.
[14] „Kurier Łódzki”, nr. 250, 12 IX 1930, s. 7.
[15] „Kurier Łódzki”, nr. 320, 22 XI 1930, s. 7; tamże, nr. 350, 23 XII 1930, s. 7.

czwartek, 3 listopada 2011

WIELKI KRYZYS W POLSCE

Wielki Kryzys gospodarczy, który spektakularnie został zapoczątkowany, w zgodnej opinii historyków, przez gwałtowne spadki kursów na Wall Street w październiku 1929 roku, był wydarzeniem bez precedensu w dotychczasowej historii. Wcześniej bowiem kapitalizm nie raz już przeżywał gwałtowne wahania koniunktury i okresy stagnacji, ale nigdy nie zagroziły one samym fundamentom systemu. Kryzys lat 1929-1933 wyróżniała przede wszystkim jego powszechność. Cały świat kapitalistyczny, w mniejszym lub większym stopniu odczuł skutki gospodarczego załamania, objęło ono w zasadzie wszystkie ważniejsze gałęzie wytwórczości. Nigdy też spadek nie był tak gwałtowny, światowa produkcja przemysłowa zmniejszyła się o 33% w porównaniu z rokiem 1928[1]. Szok wywołany krachem był tym większy, że poprzedzał go okres świetnej koniunktury, mało kto zwracał uwagę na ciemne chmury powoli zbierające się nad światową gospodarką. Powszechne było raczej przekonanie o doskonałości mechanizmu rynkowego, liberalizm gospodarczy miał gwarantować światu szybki i nieprzerwany wzrost dobrobytu. W grudniu 1928 r. Calvin Coolidge, ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych, pierwszej potęgi gospodarczej świata, w orędziu do Kongresu mówił: „Żaden z Kongresów Stanów Zjednoczonych nie miał okazji wysłuchać przemówienia o stanie państwa zawierającego lepsze perspektywy niż obecnie[…]. Rosnącą produkcję pochłania rosnący popyt krajowy, a także rozwijający się handel zagraniczny. Kraj może uznać teraźniejszość za satysfakcjonującą i patrzeć z optymizmem w przyszłość”[2]. Wydarzenia, które nastąpiły w kolejnych miesiącach bardzo boleśnie miały zweryfikować prawdziwość tej opinii.  
W Polsce okres dobrej koniunktury gospodarczej, który rozpoczął się w 1926 r. nie potrwał długo. Już bowiem w pierwszych miesiącach 1929 r. pojawiły się oznaki spowolnienia, ale powszechnie wówczas uznawano to za przejściową trudność spowodowaną długą i srogą zimą. W lecie tego roku miało miejsce ponowne, krótkotrwałe ożywienie gospodarcze, ale w związku z wydarzeniami za oceanem na przełomie 1929 i 1930 r. nastąpiło gwałtowne załamanie. Podobnie jak cały świat kapitalistyczny, Polska, pogrążyła się w kryzysie, który trwał tutaj jednak dłużej niż w innych państwach, bo aż do 1935 roku.
W przemyśle kryzys w Polsce miał bardzo ostry przebieg, poziom produkcji w tym sektorze był w 1932 r. mniejszy aż o 41% od wyników zanotowanych w roku 1928[3]. Był to spadek podobny, do tego, który miał miejsce w najlepiej rozwiniętych pod względem gospodarczym państwach świata; kraje o podobnej do Polski strukturze ekonomicznej odczuwały kryzys w tym sektorze w zdecydowanie mniejszym stopniu. Obniżenie produkcji przemysłowej w wybranych państwach ilustruje poniższa tabela.

Kraje
1929
1930
1931
1932
1933
1934
1935
Świat (bez ZSRR)
105
91
79
67
76
82
91
Grecja
102
105
109
103
112
127
143
Hiszpania
112
111
104
99
95
96
97
Holandia
102
94
81
62
71
72
68
Niemcy
101
87
68
54
62
81
95
Polska
101
86
74
59
63
73
76
Rumunia
107
104
109
95
110
133
131
Stany Zjednoczone
107
86
73
58
68
72
81
Węgry
102
96
89
79
86
100
113

Źródło: Z.Landau, J.Tomaszewski, Gospodarka Polski międzywojennej 1918-1939, t. 3: Wielki Kryzys 1930-1935, Warszawa 1982, s. 32.

Historycy ten nietypowy, a zarazem niekorzystny przebieg kryzysu w Polsce starają się wiązać ze współistnieniem obok siebie wysoko rozwiniętego i zaawansowanego technicznie przemysłu oraz bardzo zacofanego, rozdrobnionego i częściowo wyłączonego z obiegu rynkowego rolnictwa. Kryzys spowodował, że obydwa te sektory zaczęły działać w częściowej izolacji, wieś do niezbędnego minimum ograniczyła zakupy towarów produkowanych przez przemysł, a to znacząco wpłynęło na pogłębienie i przedłużenie depresji[4].
Spadający popyt sprawił, że przedsiębiorcy poszukiwali wszelkich szans pozwalających na utrzymanie rentowności zakładów. Dążenia te doprowadziły do znacznego przyspieszenia procesu kartelizacji; jak podaje Janusz Skodlarski, w latach 1930-1936 liczba karteli zwiększyła się ze 133 do 274[5]. Polska znalazła się wówczas pośród państw, w których kartelizacja osiągnęła największe rozmiary[6]. Porozumienia zawierane przez producentów pozwalały często osiągać zyski nawet w okresie najgorszej koniunktury. Działo się tak dzięki prowadzeniu polityki zmniejszania produkcji i utrzymywania wysokich cen, skutki tych posunięć odczuwało jednak boleśnie całe społeczeństwo. Akcje rządu obliczone na obniżkę cen kartelowych nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, towary skartelizowane pozostały do 1935 r. stosunkowo droższe niż towary, których cenę ustalała swobodna gra popytu i podaży[7].
Załamanie koniunktury spowodowało też znaczący spadek wykorzystania zdolności wytwórczych przemysłu oraz ograniczenie inwestycji. Wraz z obniżeniem płac robotników i zmniejszeniem rentowności przedsiębiorstw znikła w wielu wypadkach zachęta do technicznej modernizacji. Znane były przypadki porzucania transportu samochodowego albo kolejowego na rzecz transportu konnego, który okazywał się tańszy; w przemyśle włókienniczym w wielu wypadkach wrócono do metod chałupniczych i systemu nakładczego[8]. Jednak nawet mimo oszczędnościowych kroków podejmowanych przez dyrekcje fabryk i zakładów, wzrostu wydajności pracy i ograniczenia praw pracowniczych dochodowość przemysłu gwałtownie spadła, a wiele zakładów nie zdołało uniknąć likwidacji.
Dno kryzysu w przemyśle przypadło na rok 1932. Kolejne lata przyniosły ponownie wzrost produkcji, który jednak następował zdecydowanie wolniej niż w innych państwach. Długotrwałe utrzymywanie się pokryzysowej depresji w pierwszej kolejności było efektem bardzo wolno postępującej poprawy sytuacji w rolnictwie[9].
W okresie Wielkiego Kryzysu doszło również do znacznego obniżenia poziomu dochodów ludności wiejskiej. Było to wynikiem drastycznego spadku cen na artykuły rolne, który był w zgodnej opinii historyków głównym objawem kryzys w rolnictwie. Szacuje się, że ceny tych produktów spadły w 1935 nawet o ok. 64% w porównaniu do roku 1928. Obniżka ta była dużo większa niż w przypadku artykułów przemysłowych, co spowodowało bolesne w swych skutkach rozwarcie tzw. nożyc cen. Zjawisko to ilustruje tabela nr 2.


Rodzaj produktów
Wskaźniki cen w latach
1928
1930
1931
1932
1933
1934
1935
Artykuły rolne
100
67,6
59,5
48,8
42,6
37
35,8
Artykuły przemysłowe
100
98,5
90,4
81
72,6
70,3
66,3

Źródło: J.Skodlarski, Zarys historii gospodarczej Polski, Warszawa 2005, s. 270.

Dysproporcja pomiędzy cenami artykułów rolnych i przemysłowych zmusiła rolników do zwiększenia produkcji, co zostało osiągnięte głównie dzięki powiększeniu obszarów upraw oraz zmniejszeniu spożycia własnego wsi (zaistniało w wielu wypadkach zjawisko tzw. podaży głodowej). Wzrost ten jednak zamiast podnieść dochody rolników przyniósł jeszcze większą obniżkę cen i jeszcze bardziej pogorszył ich sytuację. Wobec gwałtownego zmniejszenia opłacalności produkcji roślinnej część rolników przestawiała swoje gospodarstwa na hodowlę zwierząt. Wzrosło pogłowie trzody chlewnej i bydła, ale gwarantowało to tylko czasową poprawę sytuacji, gdyż już w 1931 r. nastąpiło poważne załamanie również w tej dziedzinie[10].
Na położenie wsi w okresie kryzysu znacząco wpływała także zwiększająca się różnica pomiędzy cenami jakie za swoje produkty otrzymywał rolnik u pośrednika, a cenami jakie płacił konsument w mieście. W 1928 r. chłop otrzymywał 68% ceny detalicznej chleba, w 1933 zaś było to już tylko 48%[11]. Podobne proporcje kształtowały się w przypadku innych produktów, to zjawisko czasami nawet nazywano „drugimi nożycami cen”. Do czynników pogarszających położenie rolnictwa trzeba również dodać pokaźnych rozmiarów zadłużenie oraz znaczne obciążenia fiskalne, nierzadko zresztą egzekwowane przez władze w sposób bardzo brutalny.
Katastrofalny spadek dochodów wsi doprowadził do niemal całkowitego wstrzymania procesu modernizacji polskiego rolnictwa oraz zahamowania tempa reformy rolnej. Chłopi ograniczyli do minimum zakupy artykułów przemysłowych, większość potrzeb zaspokajała produkcja chałupnicza, w wielu wypadkach wyglądało to niemal jak powrót do XIX w. O tej sytuacji mówił Eugeniusz Kwiatkowski, którego nie sposób przecież uznać za skorego do nadmiernego pesymizmu i dyskredytacji obozu pomajowego: „Szereg potrzeb wsi zaspokaja się dziś w sposób anormalny i niezwykle prymitywny, zapałki dzieli się na części, wraca się do łuczywa”[12]. Sytuacja rolnictwa zaczęła się poprawiać dopiero po 1935 r., wiązało się to w dużej mierze z poprawą koniunktury na całym świecie i bardziej aktywną działalnością rządu[13].
Dla kształtu akcji antykryzysowej realizowanej przez władze bardzo istotne znaczenie miały poglądy Józefa Piłsudskiego, który w dziedzinie ekonomii (choć miał na ten temat bardzo mgliste pojęcie) był zwolennikiem tradycyjnych metod. Dla Piłsudskiego kluczowe znaczenie miała sprawa utrzymania mocnej, stabilnej waluty, która budziłaby jednocześnie zaufanie do młodego państwa i świadczyła o sile jego gospodarki. Te bardzo ogólne wytyczne stały się wyznacznikiem polityki gospodarczej realizowanej przez rząd w latach Wielkiego Kryzysu[14]. W początkowym okresie była to polityka niezbyt aktywna, skupiono się głównie na obronie stabilności złotego i dostosowywaniu wydatków budżetowych do zmniejszających się wpływów. Wśród prominentów obozu sanacyjnego panowało przekonanie, że kryzys należy „przeczekać”. Realizowana polityka deflacyjna połączona z zachowaniem wymienialności polskiej waluty na złoto oraz brakiem ograniczeń dewizowych służyć miała podtrzymaniu zaufania do złotego i przyciągnięciu zagranicznych inwestorów. Skutek okazał się jednak odwrotny od zamierzonego, znacząco zmalał obieg pieniężny i co gorsza doszło do masowego odpływu kapitału zagranicę. Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski oszacowali, że w latach 1929-1935 zasób obcych walut i złota znajdujący się w Banku Polskim zmniejszył się o ok. 80% w porównaniu z okresem przedkryzysowym[15]. Wobec załamania koniunktury rząd podjął również akcję znacznego ograniczania wydatków. Jednak nawet mimo stosowania bardzo restrykcyjnych przepisów oszczędnościowych nie udało się uniknąć deficytów budżetowych, które z czasem zaczęły przybierać coraz większe rozmiary i coraz groźniejsze rozmiary. Bilans pierwszych lat kryzysu jednoznacznie pokazywał, że zaczerpnięte z tradycyjnego repertuaru liberalnej ekonomii metody walki z przesileniem nie przynoszą oczekiwanych skutków. Początkiem bardziej aktywnej polityki gospodarczej był dopiero stworzony pod koniec 1932 r. rozbudowany program walki z kryzysem. W kolejnych miesiącach zadbano o rozszerzenie zasięgu robót publicznych i przystąpiono do obniżki cen artykułów przemysłowych. Duże znaczenie dla poprawy sytuacji kraju miało także zwiększenie kontroli państwa nad kartelami (na mocy tzw. ustawy antykartelowej z 1933 r.), akcja oddłużeniowa w rolnictwie i przemyśle, interwencyjne skupy płodów rolnych itp.
Ostateczny bilans polskiej gospodarki za lata Wielkiego Kryzysu jest bardzo niekorzystny. Szacuje się, że w okresie 1929-1935 dochód narodowy zmniejszył się z 26 mld złotych do 12,5 mld[16]. To drastyczne załamanie odcisnęło swoje wyraźne piętno na niemal każdej dziedzinie życia. Obniżeniu uległa stopa życiowa wszystkich warstw społecznych, choć oczywiście najbardziej dotkliwie odczuli to najubożsi, czyli robotnicy rolni, niezamożni chłopi, robotnicy przemysłowi, chałupnicy, drobni kupcy itp. Realne dochody robotników w porównaniu z okresem przedkryzysowym spadły aż o 33%[17], a pamiętać trzeba, że gorzej jeszcze przedstawiała się sytuacja na wsi. Głęboka recesja pociągnęła za sobą ograniczenie do minimum wydatków na opiekę zdrowotną, edukację, czytelnictwo. Dieta większości mieszkańców kraju stała się źle zbilansowana i jednostajna, dominowały w niej ziemniaki, kapusta i chleb; mięso stało się dla wielu nieosiągalnym luksusem. Ogólny standard życia gwałtownie się obniżył, załamanie gospodarcze nieuchronnie pociągnęło za sobą również regres społeczny.
Z kryzysem w przemyśle wiązały się masowe redukcje zatrudnienia i tym samym wzrost bezrobocia, które osiągnęło nie znane dotychczas rozmiary, stając się zjawiskiem masowym. Władze nie prowadziły wówczas ewidencji osób pozostających bez pracy, stąd dzisiejsi badacze mają duże trudności z określeniem liczby bezrobotnych. Orientacyjne wyliczenia wskazują jednak, że ten problem mógł dotyczyć nawet ok. 1 mln mieszkańców miast i są zbieżne z ówczesnymi szacunkami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych[18]. Odsetek pozostających bez pracy był więc porównywalny jedynie z najbardziej uprzemysłowionymi państwami Europy[19]. Pamiętać należy ponadto, że duża część pracowników była zatrudniona w niepełnym wymiarze godzin. To tzw. częściowe bezrobocie w latach kryzysu osiągnęło niezwykle pokaźne rozmiary, szacuje się, że w niektórych gałęziach w ten sposób pracować mogło nawet ok. 1/3 zatrudnionych[20]. Byli oni skazani tym samym na wieczną niepewność i życie na granicy nędzy, choć ich sytuacja była i tak dużo lepsza niż los osób pozostających całkowicie bez pracy, których jedynym źródłem utrzymania były zasiłki i żywność przyznawane przez instytucje państwowe i samorządowe, wsparcie ze strony organizacji charytatywnych, a w wielu wypadkach też kradzież i prostytucja[21]. Aby chronić się przed nędzą wyprzedawano także resztki dobytku, przenoszono się do gorszych mieszkań, drastycznie zmniejszano wydatki. Mimo to w wielu częściach kraju rosły całe osiedla baraków dla eksmitowanych, jak np. warszawski Annopol.
Wstrząsający obraz nędzy i upokorzenia zredukowanych robotników pokazują Pamiętniki bezrobotnych wydane w 1933 r. przez Instytut Gospodarstwa Społecznego[22]. Jeden z pamiętnikarzy, robotnik niewykwalifikowany z Warszawy zanotował: „ Teraz rozpoczął się dla mnie najstraszniejszy okres. Tak mi wszystko i wszyscy zbrzydli, że gotów jestem każdego rozszarpać na sztuki. Obudziło się we mnie zwierzę. Zwierzę bezsilne nawet fizycznie. Osłabienie tak przycisnęło mnie do poduszki, że z trudnością tylko mogę się z niej podźwignąć. Obok tego zabite są we mnie wszystkie dążności, wszelkie porywy i zapał. Nawet ciężko jest mi mówić. Jestem kłodą drzewa, jestem kawałkiem mięsa. […] Nie ma już dla mnie teraźniejszości, ani przyszłości; są tylko moje zmysły i śmierć”[23]. Wydaje się, że trudno o bardziej wymowne świadectwo skali spustoszenia jakie spowodował Wielki Kryzys, świadectwo tragedii milionów ludzi skazanych na nędzę i głód.
Na całym świecie przebieg Wielkiego Kryzysu był dla dużej części elit politycznych sygnałem do odwrotu od dominujących dotychczas zasad tradycyjnego liberalizmu gospodarczego i modelu państwa – „nocnego stróża”. Podobne tendencje w sposób bardzo wyraźny wystąpiły także w Polsce i były częścią szerszej debaty dotyczącej przyszłości państwa. Duże ożywienie dyskusji i sporów publicystycznych oraz ideowych wśród polskich elit widoczne w latach trzydziestych XX w. było spowodowane wieloma czynnikami, pośród których wymienić należy m.in. postępujący, zwłaszcza po wyborach brzeskich, proces demontażu systemu demokracji parlamentarnej na rzecz rządów autorytarnych, duże wpływy faszyzmu i innych ideologii autorytarnych oraz częściową zmianę pokoleniową w kręgu elit politycznych. Wydaje się jednak, że w odniesieniu do problematyki gospodarczej największe znaczenie miało doświadczenie Wielkiego Kryzysu i widoczne załamanie dotychczasowej formy kapitalizmu. Pisał o tym m.in. Krzysztof Kawalec: „Kryzys gospodarczy stworzył dogodne warunki do szerzenia się ideologicznych utopii. Panika i lęk przed jutrem w sposób naturalny animowały tęsknotę za światem bezpiecznym, wolnym od nędzy, ucisku, krzywdy ludzkiej, wojen. Recepty, jak to osiągnąć przedstawiały się naturalnie różnie […] Wspólną ich cechą była wszakże negacja modelu gospodarczego opartego na prywatnej własności i wolnej konkurencji”[24]. Należy dodać, że krytyka kapitalizmu w kształcie przedkryzysowym była charakterystyczna dla większości poważniejszych nurtów ideowych lat 30., stymulowała ją dodatkowo widoczna nieskuteczność tradycyjnych narzędzi liberalnej polityki gospodarczej w walce z załamaniem. Oczywiście krytyka ta była prowadzona z bardzo różnych pozycji, nie zawsze zresztą w sposób konsekwentny i spójny. Daje się jednak zauważyć dość wyraźna tendencja do powiększania gospodarczej roli państwa i dążenie do wprowadzenia elementów planowania gospodarczego. Jedną z proponowanych recept na niedomagania liberalnego kapitalizmu miał być rozwój etatyzmu, szczególnie postulowany przez środowisko dawnego „Zetu” i jego polityczną emanację czyli Związek Naprawy Rzeczypospolitej. Jeden z publicystów naprawiackiego „Przełomu” pisał: „Dzień dzisiejszy jak najmniej sprzyja nawrotowi do liberalizmu. Przeciwnie! Dziś trzeba zdwojonej, czujniejszej, niż kiedykolwiek, ingerencji rządu”[25]. Podobne tendencje można było dostrzec także wśród ludowców. Program powstałego w 1931 roku, ze zjednoczenia trzech najsilniejszych partii chłopskich, Stronnictwa Ludowego wskazywał na konieczność stworzenia „państwowego planu gospodarczego”, który zawierałby podstawowe dyrektywy dla polityki ekonomicznej prowadzonej przez kolejne rządy[26]. Jeszcze bardziej radykalne były propozycje wysuwane przez czołowego ideologa młodzieży ludowej, Stanisława Miłkowskiego, który wyrażał przekonanie, że najlepszym rozwiązaniem dla przemysłu będzie jego uspołecznienie i oddanie pod kontrolę państwa.
 Bardziej sceptycznie nastawieni wobec wzrostu interwencjonizmu i nadmiernej etatyzacji gospodarki byli endecy, zwłaszcza działacze starszego pokolenia, jak np. Roman Rybarski, który jeszcze w 1932 r. bardzo zdecydowanie występował przeciwko wszelkim próbom aktywnej polityki antykryzysowej i dopiero tuż przed wojną zmienił częściowo swoje poglądy na ekonomiczną rolę państwa[27]. Pośród „młodych” w Stronnictwie Narodowym duży posłuch zyskiwały zaś odwołujące się do idei korporacjonizmu projekty Adama Doboszyńskiego, który w swojej pracy Gospodarka narodowa przedstawił model nowego, „narodowego” systemu społeczno-ekonomicznego. Odwołując się do filozofii św. Tomasza z Akwinu zarysował wizję ustroju opartego na hierarchicznych zrzeszeniach skupiających pracowników i pracodawców oraz rozproszonym przemyśle i rzemiośle. Ponadto Doboszyński przewidywał przeprowadzenie szeregu radykalnych reform, takich jak np. likwidacja giełdy czy „unarodowienie” systemu bankowego[28]. Szczegółowemu omówieniu propozycji gospodarczych wysuwanych przez polskich socjalistów poświęcona będzie dalsza część niniejszej pracy. Tutaj pozwolimy sobie jedynie jeszcze na pewne podsumowanie i podkreślimy, że wszelkie koncepcje kolektywistyczne były w latach 30. XX w. bardzo rozpowszechnione pośród ideologów i publicystów różnych nurtów ideowych, zarówno na prawicy jak i na lewicy. Gospodarczy liberalizm w okresie Wielkiego Kryzysu zupełnie się skompromitował i na długi czas został odrzucony przez niemal wszystkie liczące się siły polityczne w Polsce. 



[1] Nie wzięto pod uwagę Związku Radzieckiego, W.Morawski, Wielki kryzys 1929 roku, [w:] Od wielkiego kryzysu gospodarczego do wielkiego kryzysu finansowego. Perturbacje w gospodarce światowej w latach 1929 - 2009, pod red. J.Kalińskiego i M.Zalesko, Białystok 2009, s. 110.
[2] Cyt za. E.Hobsbawm, Wiek skrajności, Warszawa 1999, s. 84.
[3] Z.Landau, J.Tomaszewski, Gospodarka Polski międzywojennej 1918-1939, t. 3: Wielki Kryzys 1930-1935, Warszawa 1982, s. 31.
[4] Ibidem, s. 36; J.Skodlarski, Zarys historii gospodarczej Polski, Warszawa 2005, s. 273.
[5] Ibidem.
[6] Z.Landau, J.Tomaszewski, op. cit., s. 83.
[7] Rząd trzykrotnie przystępował do akcji obniżania cen kartelowych, w latach 1931, 1932 i 1935. W efekcie jednak różnica pomiędzy wskaźnikiem cen dla towarów skartelizowanych i nie skartelizowanych uległa jeszcze zwiększeniu, bowiem w 1930 wynosiła ona 23 punkty, a w 1935 już 27, Ibidem, s. 91.
[8] A. Ajnenkiel, Polska po przewrocie majowym, Warszawa 1980, s. 238.
[9] Z.Landau, J.Tomaszewski, op. cit., s. 36-38.
[10] Ibidem, s. 154-155.
[11] J.Skodlarski, op. cit. s. 269-270.
[12] Cyt. za M.Leczyk, Druga Rzeczpospolita 1918-1939. Społeczeństwo, gospodarka, kultura, polityka, Warszawa 2006, s. 239.
[13] Por. W.Tomczyk, Rząd, PPS i SN wobec Wielkiego Kryzysu Gospodarczego, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie” Historia, z.7 1998 r., s. 152-153.
[14] J.Kaliński, Z.Landau, Gospodarka Polski w XX wieku, Warszawa 2003, s. 125-126.
[15] Z.Landau, J.Tomaszewski, op. cit., s. 253.
[16] M.Leczyk, op. cit., s. 240.
[17] J.Kaliński, Z.Landau, op. cit., s. 116.
[18] Z.Landau, J.Tomaszewski, op. cit., s. 119-123.
[19] Ibidem, s.124-125.
[20] J.Kaliński, Z.Landau, op. cit., s. 115.
[21] J.Żarnowski, Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 1971, s. 67.
[22] Pamiętniki bezrobotnych, Warszawa 1933.
[23] Ibidem, s. 115.
[24] K.Kawalec, Spadkobiercy niepokornych. Dzieje polskiej myśli politycznej 1918-1939, Wrocław 2000, s. 213.
[25] Cyt. za P.Waingertner, Ruch zetowy w Drugiej Rzeczypospolitej. Studium myśli politycznej, Łódź 2006, s. 373.
[26] Programy stronnictw ludowych. Zbiór dokumentów, pod red. S.Lato i W.Stankiewicza, Warszawa 1969, s. 306.
[27] K.Kawalec, op. cit., s. 215.
[28] T.Włodyka, „Trzecia droga” w myśli gospodarczej II Rzeczypospolitej. Koncepcje Adama Doboszyńskiego a
program obozu narodowego, Kraków 1994, s. 80-86, 102-105.